Czesc wszystkim....
Stoje sobie w lazience przy lustrze i patrze.......jeden siwy wlos, drugi-
na skroni , trzeci na brwi......cholera ja mam dopiero 28 lat!
Mysle sobie , co wlos to kilka litrow adrenaliny pozniej z moczem czlowiek
wydala ( no chyba ze to juz zwykla starosc przychodzi i kamienie z pecherza
moczowego wylatuja...a nie zadna adrenalina , poza tym nie wiem czy
adrenalina sie z moczem wydala......)
Mysle sobie, niedziela jest, zimno jak cholera , nic nie wieje , z domu sie
nie chce wyjsc- latania nie ma , jest bezpiecznie, upisze cos nie cos , moze
kilka siwych wlosow mniej, albo przynajmniej nieco pozniej wypadnie tym
ktorzy przeczytaja moja historyjke.
Moze pomysla o rzeczach o ktorych przed startem ja nie pomyslalem
Obiecalem to i upisuje niniejszym pewna historie ktora mi sie zdazyla i to
przy swiadkach i w dodatku byli to ludzie z "listy" wiec nikt mnie
przynajmniej o zmyslanie nie posadzi.
Zmyslac bede pozniej jak mi sie historie zaczna konczyc.....
A bylo to tak........
Kakolewo, przyjechalem kurs poprowadzic , zaprosili mnie ludzie z WSP.
Ponad polowa nie latala wcale ,a jeszcze na ostatnim ich zebraniu pewien
gosciu im naopowiadal jak to sie beda z zyciem rozstawac na kursach ktore
Dynamit prowadzi , uzbrojony w "Saluta" ktory zabija gumowa lina strzalem w
czolo...
Trzeba ludziom pokazac ze to bezpieczne jest , nic nie zabija , a w dodatku
ze ze "Specem" przez duze S do czynienia maja i moze w sumie ten kurs
przezyja.....
To ze sport bezpieczny jest to pewno wiedza , ale przede wszystkim trzeba
pokazac ze sie jest " prze ch....j komandos prawie szpieg" i cos wymyslec ,
czym sie ich zaufanie zdobedzie , a przy okazji respekt jakis i jeszcze
kilka rzeczy sie udowodni sobie i swiatu calemu......
Biore Gravisa (uwaga reklama! - na niewielu skrzydlach to robie co mam
zamiar zrobic , a Gravis jest tym na ktorym to robie prawie na zawolanie ,
czyli tylko po dwoch "zdrowaskach")
Sprawdzam czy jestem pozapinany jak trzeba , czy
klamka od zapasu nie
zabardzo "oklapla", czy zamek sie wypina itd zeruje vario , ustawiam je
dokladnie tak aby wysokosc i predkosc opadania bylo dobrze widac ,
przykrecam mocno srubke mocujaca coby sie nie przestawilo,
( pozniej przeczytacie dlaczego tyle uwagi poswiecam wlasnie temu
przykrecaniu Varia.... zaznaczam ze od tamtego czasu troche inaczej mocuje
vario - tak aby pewna srubka byla do wewnatrz uprzezy)
Przypinam sie do liny, po drugiej stronie liny moja malzonka Ania ( Boze
zachowaj ja w zdrowiu za te jej cierpliwosc!) ,siedzi na "Salucie" .
Przez radio daje jej komende "JAZDA, JAZDA, JAZDA- wysoko prosze!" - dwa
kroki i lece.
Nabieram wysokosci spokojnie analizujac czyn ktory mam zamiar popelnic .
Wysokosc jest jakies 300 - 350 m , zawracam nad startowisko , tak aby bylo
lepiej ludziom z dolu widac , kieruje sie nad maly sosnowy zagajnik ktory
rosnie przy drodze od zabudowan i bedac juz nad nim powoli acz z odrobina
niesmialosci jakiejs ZACZYNAM OWIJAC LINKI STEROWNICZE WOKOL NADGARSTKOW
aby w odpowiednim momecie zdecydowanie zaciagnac.....
Jak wszem i wobec wiadomo , paralotnia to taki ptok ktory robi dokladnie to
czego od niego chcemy ( jak sie zastanowic spokojnie to do takiego wniosku
sie dochodzi mimo to ze czasami wydaje sie ze robi cos calkiem innego) wiec
takze moj Gravis pieknie zrywa strogi , przeciaga sie dynamicznie i
slicznie, po czym tak jakby ktos cie za kark zlapal i do tylu i w dol
pociagna ze spora sila - wali sie w full stall.
Za chwile jest z powrotem nad moja glowa , furkocac wlotami , szarpiac sie i
chcac
wyrwac stawy z barkow , po czym znow nieco idzie do tylu...by po chwili
wrocic nad glowe ....
Zerkam czy aby napewno jestem nad sosnowym zagajnikiem , w razie co to
wpakuje sie w drzewa , moze do ziemii nie dopuszcza ( zagajnik jest
rozmiarow niewielkich z tej wysokosci ale drzewa sa wysokie).
zerkam na vario - prawie dycha do ziemii na sekunde i wysokosc juz tylko ze
dwiescie cos metrow...
Dzielnie trzymam zablokowane w stawach barkowych sterowki , gdyz nie wolno
zapomniec ze puszczenie glajta wtedy gdy on chce , to prawie petla w przod
pewna ....pol biedy jak wyjdzie -
( trudno to petla nazwac - po prostu przelatujesz czlowieku nad wlasna
szmata jak szmaciana lalka ) ale jak nie wyjdzie to sie pakujesz we wlasne
komory , i pozniej jak to RAV pisal , mozna wypasc przez sasiednia komore a
to powoduje bardzo paskudna i wredna odmiane krawata ( no chyba ze masz
wyczynowa szmate i ona ma male wloty , tak ze glowa nie wchodzi , wtedy
rzecz jasna do komory nie wlecisz , ale za to inne niespodzianki dla ciebie
z pewnoscia takie skrydelko trzyma......i to daje Wam slowo duzo gorsze....
Uch ale zdanie wybudowalem....
No wiec trzymam te sterowki zaciagniete i licze : jedno wahniecie , drugie ,
trzecie , po czwartym poczekam az skrzydlo bedzie z przodu i odpuszcze
spokojnie sterowki..
Wyobrazcie sobie moje zdumienie kiedy przy odpuszczaniu tychze sterowek
prawa reka idzie swobodnie do gory , natomiast lewa nie!...
Mysle sobie:
1. Zaraz bedzie negatywa jak mazenie , po czym paka i drzewa jak
nic....ludzie beda mnie wyciagac , wstyd jak cholera jasna, z kursu nici ,
ogolnie kupa smiechu.
2. O !$&#**//??? cmentarz , szpital , wozek , albo jeszcze cos lepszego....
Trzeba dupsko ratowac! Przestaje odpuszczac prawa sterowke , dociagam ja z
powrotem, lepiej juz na full stallu wjechac w ten zagajnik niz krecac sie
jak oszalaly drac sie w nieboglosy i walczac z paczka.
Zawsze to bedzie moze mozna powiedzec ze to niby tak mialo byc... ze to
celowe i ze to nic strasznego to latanie , i tylko trzeba zawsze nad
drzewami latac...
Patrze za ta nieszczesna lewa reka , a tu co?
LINKE STEROWNICZA MAM ZACZEPIONA O SRUBKE !
ktora trzyma stopke od vario na uchwycie ,ktory z kolei jest rzepem
przymocowany do tasmy uprzezy.
( Boze , jak z tego calo wyjde - obiecuje!- juz zawsze bede grzeczny i bede
mocowal vario na nodze!)
Cholerna srubka!
( juz Lem pisal - Srubka - rym do trupka!)
Jest czarna , radelkowana zlosliwie w poprzek , tak aby sie na niej palce
nie slizgaly jak sie ja dokreca, a lebek za ktory sie dokreca ma z 18 mm
srednicy ( a glowe bym se dal uciac po kolnierzyku ze wtedy to miala ze 30
cm!)
Nawet juz nie patrze na vario, na wysokosc , predkosc opadania , na ziemie ,
na nic juz nie patrze, moje pole widzenia zaweza sie do srubki i do tego aby
dojzec ( glajt szarpie sie i wyrywa , wysokosc spada, opadanie wzroslo nagle
i wynosi chyba juz ze 100 m/s :)) ) w jaki to sposob ta linka sterownicza
jest zaczepiona o ta srubke , moze da sie ja jeszcze odczepic......i jeszcze
trzeba bedzie wyczekac moment na odpuszczenie linek sterowniczych .....
Przerazona swiadomosc krzyczy "LAAAA"! -chyba bedzie bolalo.....
Naraz dostrzegam ses tego zaczepienia , genialne! proste! w zyciu nie
widzialem prostszego zaczepienia! po prostu jest zaczepione i tyle.
Jak sie glajta przeciaga to rece ida w dol i do tylu, jak jedzie sie do
ziemii to trzyma sie zablokowane wzdluz tulowia ,blisko uprzezy , a w
odpowiednim momecie , jak glajt jest z przodu , odpuszcza sie plynnie i dosc
szybko , ale rece ida nieco do przodu.
Jak na drodze linek jest srubka ( szlag by ja trafil !!) to musi sie
zaczepic.
Nie chce sie powtarzac i pisac o refleksach , Jamesach Bondach i innych
Supermanach, juz to czytaliscie.....
Spokojnie , jak na doswiadczonego paralotniarza przystalo-
( kur..aaaaa #$^>